Ze sznurem na szyi……

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Moja historia życia jako nastolatki była dość tragiczna,choć byłam normalną dziewczyną  jak na ten wiek, wcześnie zaczęłam imprezowanie bo w wieku 14 lat…. pamiętam do dziś  oszustwo kiedy oznajmiłam mamie że idę na pielgrzymkę a plany były całkiem inne,z koleżankami wybrałyśmy się do pobliskiej dyskoteki . Potem już samo się układało że co tydzień gdzieś bywałam,zaczęły się wagary,pojawiły się papierosy , alkohol i w późniejszym okresie narkotyki  ….

młody z piwem

Życie było przecież świetne,imprezy nowi ludzie i ciągła adrenalina na speedzie,jazda bez trzymanki ,byłam buntowniczką, nie liczyło się nic tylko znajomi i imprezy zakrapiane dużą ilością % i dopalaczy..

koka

Nie siedziałam w domu jak inne dziewczyny,nie zakuwałam do egzaminów,nie byłam córeczką mamusi ,  tam było życie które dawało szczęście,bez problemów, że znów ujrzę matkę ze swoim fraglesem najebaną w trzy dupy… ona na wszystko pozwalała, fakt nie krzyczała ale miała słabość do picia na umór w weekendy najbardziej,w tedy się czepiała mnie ostro i były awantury, nienawidziłam jak była pijana  nie mogłam patrzeć na nią ,czułam wstręt …ojciec odszedł,a raczej oboje się rozstali bo obojgu niczego nie brakowało, oboje chodzili swoimi ścieżkami,pili kłócili się  wiec wzięli rozwód…

wp_mlodziez_dziecko_klatka_schodowa_koziol_640

Ja zbuntowana uciekałam z domu,byle by nie patrzeć na zachlana matkę ,szlajałam się z towarzystwem z poza marginesu społecznego i było mi z nimi dobrze,zawsze mogłam na nich liczyć, oni mnie rozumieli,oni byli zawsze ..były ucieczki  i takie 2 tygodniowe za zwyczaj  z koleżanką,była Warszawa innym razem Toruń a jeszcze innym Gdańsk giganty kończyły się na komisariacie,nie łatwo było nas znaleźć , dobrze się kryłyśmy ale i wpadałyśmy…po powrotach do domu tylko rozmowa,mamusia żal miała zawsze, ale mnie nikt nie pytał czemu uciekam… nikt nawet kurator, który w pewnym monecie życia na krawędzi został mi przyznany .

I tak bawiłam się  w najlepsze,nie zważając na nic ,byle by to mi było dobrze,w ciąż poznawałam nowych ludzi z nimi żyłam ,szkoła była  z boku ,bywałam tam gościem od wielkiego dzwonu,zawalając tym rok i trafiając do szkoły dla takich jak ja,dla ludzi po przejściach ,wulgarnych i takich którzy rozrabiali mieli dozory policyjne byli łobuzami…potem kolejna szkoła bo w tej pobiłam chłopaka,tym razem z internatem oddalona od mojego miasta 90 km ..tam było życie,znów nowi ludzie których przyciągałam jak magnez,do domu wracałam w weekendy ale nie każde,bo wiedziałam ze matka znów mnie przywita schlana…jak wracałam to do znajomych, to też długo nie trwało,znów mnie wywalili znów wróciłam na stare śmiecie podpisując orzeczenie bycia grzecznym ,tylko po tym piśmie rada postanowiła mnie przyjąć ponownie..Dalej były imprezy narkotyki,nawet 4  tatuaże gdzieś po drodze stworzone na moim ciele,pamiątka taka na całe życie, jej nie żałuje…

3982185_kobieta-z-tatuazem-

Święta w domu były jak zawsze z dużą ilością alkoholu,czy to wielkanocne czy wigilia nie było reguły i właśnie pod czas jednych świąt akurat wielkanocnych przyszłam do domu a tam wszyscy siedzą pija,ciotki wujkowie siostra ,a mnie wściekłość ogarnęła nie mogłam patrzeć na nich,wołali mnie do stołu podsuwali kieliszek ,a ja nie mogłam,nie umiałam tak zwyczajnie siąść i pić z matka.Było to dla mnie nie wyobrażalne żeby z matka pić,bo przecież ze znajomymi nie takie rzeczy się robiło ,ale z nią nie mogłam po prostu… i zaczęłam krzyczeć głośno że nie chce by tu pili żeby poszli sobie,wywołałam awanturę ale nie ustępowałam ,matka coś  mówiła do mnie siostra też nie pamiętam dokładnie, byłam roztrzęsiona,miałam dość , wyszłam zapłakana schowałam się na działce , wypaliłam kilka papierosów i dalej płakałam ,miałam taki żal ,że święta nie mogą być jak kiedyś z babcią, normalne mile bez  % …żal do matki, siostry,że jestem nieważna,nie widzą,nie słyszą,że mnie to boli,że nie tak ma być …całe życie przeleciało mi przed oczami….

alkohol_2

W tym amoku znalazłam sznur… wzięłam go i poszłam z ostatnia próbą do stołu,z nadzieja,że się opamiętają,nastraszyć ich chciałam..  wyśmiali mnie,choć wuj  się wystraszył i chciał iść ale matka go zatrzymała,nie przejęła się tym ..

pętla

Wyszłam udałam się na działkę… weszłam na drzewo dość nisko chyba,przywiązałam jeden koniec sznura do gałęzi drugi do szyi i nagle wyszła matka  z siostra pewnie mnie obserwowały ..kazały zejść i nie wygłupiać się,coś mówiły ja płakałam miałam dość,choć tylko chciałam ich nastraszyć,by się  w końcu opamiętali,potrzebowałam zrozumienia i ich uwagi…w głębi serca nie chciałam skoczyć…  trwało to chwile te przepychanki słowne,aż do przyjazdu policji wtedy skoczyłam poczułam jak sznur ściska moja krtań …jak  łzy lecą po policzku ,był to moment,końcami palców dotykałam ziemi,sznur zaciskał się mocniej… policjanci odcięli mnie jeden  chwycił za nogi,podniósł do góry drugi nożem odciął  sznur ,wyrwałam się i uciekłam do domu,do swojego pokoju,siadłam na łóżku , płakałam i krzyczałam policja oczywiście zaraz za mną…

nagie dłonie

potem karetka i szpital Neuro-psychiatryczny ,kaftana nie założyli … tam badali,oglądali,pytali a ja milczałam , nikt za mną nie przyjechał tego dnia ani następnego…kaca leczyli lub się dopijali …..

psychiatryk

Nie wyraziłam zgody na pobyt więc mnie sądownie umieścili,na trzeci dzień bodajże pismo przyszło  z sądu do mnie dużo kartek,nie zrozumiały był tekst …byłam tylko zbuntowana nastolatka… trafiłam na oddział dla dorosłych kobiet ,pielęgniarki bardzo miłe, bynajmniej dla mnie,przytulały mnie, pocieszały obce kobiety,a matki nie było… w toalecie była palarnia,kobiet dużo, naprawdę w opłakanym stanie aż się sama bałam… smród straszny na całym oddziale …dostałam zastrzyki pewnie na wyciszenie ,łóżko na korytarzu,w nocy miałam sny, pamiętam po przebudzeniu jak byłam mokra… zaraz po śniadaniu wzięli mnie i zaprowadzili na inny oddział,szliśmy alejkami przez park który otaczał rożne budynki  w tym i przydzielony mi ,oddział młodzieżowy ładny po remoncie wszystko nowe pachniało farbą ,mały oddział sal zaledwie 9 było.Szybko się odnalazłam w towarzystwie ,były tam osoby głównie takie jak ja,dwie chore umysłowo,dwie z padaczką reszta z problemami takimi jak ja,które nie radziły sobie z emocjami…..Były  rozmowy z psychiatra przemiłą panią ordynator, która tak rozumiała,prowadziła rozmowy również z matką moja…na początku się buntowałam , pamiętam pierwsze rozmowy z moja P.dr.nie chciałam mówić nic,a ona nie naciskała pytała często kiedy będę gotowa na rozmowę….aż pękłam któregoś dnia nie wytrzymałam wylałam z siebie ten żal ,ból i wszystko co mnie przytłaczało…aplikowano mi leki,zazwyczaj doustne,ale były momenty gdzie dostawałam zastrzyk po którym chodziłam pijana… codzienne rytuały,rozmowy,śniadania obiady, wspólne terapie,szkoła..byłam tak jakieś 2 miesiące,ze względu na nie wyrażenie zgody pobytu [zrobił to sąd] nie mogłam się wypisać ani ja ani nie mogła zrobić tego matka  , choć było tam dobrze…. dopiero po zgodzie P.dr. mogłam opuścić to miejsce ,dopiero w tedy gdy zostałam wyleczona…przepustki miałam owszem,ale po dłuższym czasie  nie od razu,wracałam na weekend do domu …przepustki były fajne , choć wracałam ze strachem, że matka będzie pić ,lecz nie piła chyba rozmowy z P.dr dały jej do myślenia …

Kiedy opuściłam całkiem szpital Neuro-psychiatryczny przez pewien czas było dobrze matka nie piła lub robiła to kiedy nie wadziłam ,kontynuowałam terapie dojeżdżając przez dłuższy czas na spotkania …..skończyłam również z imprezami ,towarzystwem  i narkotykami to było najważniejsze  w terapii ,bo i ja też się zgubiłam w tym…..nie zaliczam tego okresu  życia za coś fajnego,nie byłam sobą chyba,lecz starałam się zwrócić uwagę na siebie, w każdy możliwy sposób ,byłam tylko dzieckiem,małą dziewczynka która zbłądziła,która potrzebowała miłości matki i ojca,a byłam sama   ….

king of word

Do  tej pory mam uraz,nie żal do rodziców lecz uraz,że nie umieli sobie poradzić ze swoim życiem i ja musiałam przez to przejść , krzyczeć,lecz mój krzyk był dla nich głuchy…

I tak naprawdę  zmieniłam się dopiero kiedy wyszłam za mąż,dopiero w tedy zaznałam spokój,ciszę której mi brakowało ,   przestałam się buntować ,nie walczyłam o miłość rodzicielki ,miałam męża który mnie kochał otaczał spokojem,to on na mnie czekał aż wyjdę z psychiatryka,nie uciekł kiedy opowiedziałam mu co się stało,on czekał na telefon martwiąc się jak przez tydzień się nie odzywałam,rodzina nic mu powiedzieć nie chciała,on nie tracił nadziei,on czekał….potem było tylko dobrze,ślub w wieku 18 lat, dwa miesiące później urodził nam się syn i tak żyjemy razem na wsi mając aktualnie  trojkę  dzieci ,siebie i bagaże doświadczeń życiowych…
image

Szczerze mówiąc,gdyby nie mąż wtedy to nie wiem czy była bym tu, pisała, czy ktoś by czytał  moja historię ,czy była bym w stanie  się zmienić sama i dla siebie i w ogóle to opisać…  pewnie nie…ale chce byście i Wy nie poddawali się,żebyście wiedzieli,że nie poradzimy sobie sami,że potrzebujemy  wsparcia i pomocy ….

Teraz jestem matka wspanialej 3 dzieci,żoną,prowadzę dom, mam pasje,mam ogródek z warzywami  jestem szczęśliwa,bo mam dla  kogo żyć ,mam się do kogo przytulić jak jest mi źle, mam zrozumienie i mogę liczyć na męża  …. Z miłością wychowam dzieci,tak by nie musiały przechodzić przez to co ja ,nie chce im zgotować piekła,wiem popełniamy błędy jako rodzice, ale ja nie popełnię nigdy ,prze nigdy tego by w problemie sięgać po alkohol, nie jest on żadnym rozwiązaniem, pójdę po pomoc, do człowieka od białego kaftanu ……

Pola

Print Friendly
The following two tabs change content below.
5 comments on “Ze sznurem na szyi……
  1. gratuluję odwagi na napisanie tego tekstu, na szczęście to co najgorsze jest już za Tobą i życie Ci napisało nowy, lepszy rozdział ten z kochającą sie rodziną i własnym kątem … pozdrawiam

    • Z chęcią podzieliłam się ta historia, przeszłość jest po to żeby z niej brać nauki, a ja jestem z tych co muszą się uczyć na własnych błędach.

  2. Jak niewiele trzeba, by ukierunkować człowieka na jedną albo drugą drogę.

    Wystarczy brak zrozumienia, zainteresowania albo nieumiejętność pokazania tego, by zmienić życie w nieustanną podróż. Podróż w poszukiwaniu własnego JA. Myślę, że miałaś dużo szczęścia, odnajdując w ostateczności to, czego brakowało Tobie wcześniej. Jak układanka, która rozsypała się i potrzebowała skompletowania. Potrzebując ostatniego kawałka nieba, by wreszcie być kompletną.

    Historia porusza.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×